Powrót

Szefowie

Piotr Pacześniak

Drzwi do szkoły otwierają się. Czas zwalnia, bicie serc dziewczyn z młodszych roczników gwałtownie przyspiesza. Szkolny korytarz wypełnia się ich niemym piskiem. Niektórzy (nauczyciele) rozpływają się. Stopa Piotrka pokonuje schodek i przekracza próg. Ściany, podłogi i krzesła toną w blasku. Piotrek dobrze o tym wie – dlatego też grzeje się w nim niczym jaszczur, dlatego wytrzymuje mrozy w cienkim szaliczku i stylowym hoodie, czym satysfakcjonuje zarówno miłośniczki Rimbaud, jak i Travisa Scotta. Wpada do szkoły, rzuca parę krótkich ‘cześć’ i wciąż rozpędzony daje szczupaka na schody (kiedy nikt nie patrzy, przeskakuje po trzy). Zdyszany dociera do sali lekcyjnej; najchętniej otworzyłby drzwi jak Goku, ale Majestat Szefa Festiwalu zobowiązuje – Duch Festiwalu patrzy. W sali lekcyjnej czaruje nauczycielki bystrymi uwagami, czym wybiela swoje spóźnienia wpisane do dziennika granatowym długopisem. Na przerwie dorywa się do internetu i zabawia całą ludzkość uszczypliwymi komentarzami (jeszcze w zeszłym roku mógł to robić w Gazecie Festiwalowej; tęskni za tym, ale Duch Festiwalu patrzy). Zwariowany DJ, filozof, memiarz i posiadacz profilowego niczym ze Wszystkich nieprzespanych nocy w jednej osobie – czy to możliwe? Dziewczyny, koniec pisków! Piotrek ma dziewczynę, która dodaje do jego wizerunku, spajając te różne osobowości, pieska (jak mówi, Piotruś tylko śpi, je pieguski i szczerzy psie kły), a oprócz tego – piastowała stanowisko Szefowej Festiwalu w zeszłym roku. Zaufane źródła dementują jednak plotki o nepotyzmie – DJ Paczeswag z Grabiny znalazł się bowiem w swojej roli dzięki zaangażowaniu, energii i niekończącym się poczucie humoru.

Hubert Miłkowski

Hubert jest nudny. Ciągle tylko śpi, nie ma zbyt wielu przyjaciół i prawie wcale się nie odzywa. Ogólnie nie ma co pisać. Można by, co prawda, wspomnieć o jakiejś tam pasji do aktorstwa, nauce śpiewu i tańca, światowych osiągnięciach w karate, ciekawości kina i poezji, niezliczonych wizytach w teatrze, ale cóż to obchodzi czytelnika żądnego skandalu. Skandalom w życiu Huberta można zaś poświęcić oddzielny akapit. Kogo nie zapytasz, jego pierwsze skojarzenie wiąże się z wizją Huberta, który chwilowo nie może gadać bo akurat z kimś się całuje. Nie ma znaczenia, czy to chłopiec, czy dziewczynka. Hubert to również pierwszorzędny skrzydłowy. Jego spojrzenie i usta niewątpliwie przyczyniły się do powodzenia wielu miłosnych zalotów i zbudowały fundamenty pod związki jego znajomych. A jeśli jesteśmy przy znajomych, posłuchajmy, co o nim mówią:
„Trzy razy składał podanie o staż w Asosie, żeby mieć zniżkę na basicową kolekcję nudnych, czarnych ubrań.”
„Gdy nikt nie patrzy, pije Harnasia.”
„Jest niesamowicie dobry z matmy. Dzisiaj na próbie kazał mi zrobić obrót o 150 stopni.”
„Choć Hubert stawia nie jeden namiot, to z turystycznymi miewa problem.”
Tu nasz szef przechyla się z nogi na nogę, wierci się, krąży, spojrzeniem łuskając przestrzeń gdzieś po boku, z tyłu, przodu, i zniecierpliwionym głosem oponuje z dezaprobatą. Jezu, no dobra, ale chyba nie myślicie, że oni mówią to serio? Nie wierzycie im, prawa?! Cóż, Hubercik, chyba wierzą. Najciekawsze są skandale.

Informacyjna

„Tak, mam tam paru ziomków, są w porządku” ‐ powiedział o sekcji informacyjnej nikt nigdy. Najbardziej zróżnicowana ze wszystkich sekcji. Pracę znajdzie tam zarówno rasowy informatyk-piwniczak, jak i domorosły intelektualista, fan twórczości Jamesa Joyce’a. To szerokie spektrum zasobu ludzkiego i myślowego (oni tak właśnie formułują zdania) wynika z ilości zadań, które wykonują. Tworzą stronę internetową Festiwalu, przeprowadzają wywiady, projektują zaproszenia, programy i karnety. Wszystko, co wizualne na Festiwalu, zawdzięczamy właśnie Informacyjnej. Jednak ich największą chlubą jest wydawana codziennie przez 6 dni Gazet(k)a Festiwalowa. To tam ma miejsce prawdziwy Festiwal, festiwal wzajemnej onanizacji intelektualnej. Nieważne, jak dobrą wasza klasa wystawi sztukę, redaktor wie lepiej, w którym miejscu spartaczyliście robotę. Nie tylko wie, ale też z wielką przyjemnością o tym powie w recenzji. Oprócz tego, w Gazecie roi się od nieśmiesznych wstępniaków i wydumanych artykułów o jakimś Stanisławieckim czy innym Grotowiaku. Nie warto. Co jednak warto? Pójść z informacyjną na imprezę. Wychodzą ze szkoły najpóźniej (bo Gazeta na kolejny dzień sama się nie sklei), ale kiedy już docierają w umówione miejsce, to budzą się w nich lwy. Rozmowy o sztuce i teatrze przeradzają się w pełen pasji krzyk. A wszystko to przy akompaniamencie setek skręcanych.

Maciej Bogdański
Szef

Bogdański Maciej ‐ tak zawsze przedstawia się szef sekcji informacyjnej, ale każdy, kto go zna, powiedziałby raczej, że jego imię to Maciuś. Wielu boi się do niego odezwać ‐ Maciuś sprawia bowiem wrażenie wyalienowanego milczka. Nie dajcie się jednak zwieść pozorom ‐ ten dumny właściciel czerwonego traktora, przez niektórych zwanego clifordem, doskonale ujmuje to, co chce powiedzieć. Jego ulubionym tematem do rozmów jest szeroko rozumiany wschód. Bardziej niż kobiety ma w głowie Wyrypajewa i rosyjski teatr, a miłość do tej kultury pchnęła go aż na rowerową wycieczkę na Ukrainę. Co prawda tam szybko rower mu ukradli, ale Maciej nie jest materialistą, więc nie porzucił swoich pasji. Docenia także kulturę zachodnią ‐ dumnie nosi imperialistyczne amerykańskie koszulki i uwielbia Dire Straits. Bohater tego opisu to prawdziwa artystyczna dusza. Kawę pije czarną, gorzką i z nutą melancholii pisząc jednocześnie scenariusze do swoich filmów, których geniusz i wieloznaczność nie jest dostępna każdemu. Jest ojcem takich produkcji jak „Dziadek” czy „Daltonista”. Jego literacki styl jest porównywany do Stasiuka, a jego podróżne dzienniki szturmem zdobyły pierwsze miejsca w szufladach jego przyjaciół. Ostatni rok to pasmo sukcesów w życiu Maciusia. Największym jest niewątpliwie przełamanie niechęci do płci pięknej. Jest w szczęśliwym związku z królową memów festiwali 27 - 29, czyli z byłą szefową telewizji festiwalowej. Powierzyliśmy mu w tym roku sekcję informacyjną w nadziei, że troszczyć się o nią będzie z równym zapałem, co o 50% frekwencji u profesora Krzemińskiego.

Sonia Burdyna
Wiceszef

Sonia to dziewczyna niespodzianka. Jej rodowód to klasa biologiczno-chemiczna. Po szkole krążą legendy o jej miłości do wszelakich płazów i innych oślizgłości, a jednak to właśnie ona jest głosem doświadczenia i swoistą nadzieją sekcji informacyjnej. Z drugiej jednak strony nie powinno to dziwić ‐ Sonia nie ukrywa swojej miłości do kultury Francji, wygląda i chodzi jak typowa Paryżanka, co jest natchnieniem dla redakcji (bynajmniej nie jest tutaj mowa o różnych zapachach, z których słynie stolica V Republiki). Sonia znajduje również swoje miejsce we współczesnej kulturze i społeczności ‐ podobno fotografuje każdą swoją łzę niczym prawdziwa japońska sadgirl. Gdy spojrzy się na jej profil w mediach społecznościowych, nie sposób nie zauważyć jej zainteresowania grafiką komputerową. Na Facebook’u bezpardonowo twierdzi, że chciałaby stanąć w płomieniach oraz że jej gryf jest rozedrgany (co autorka miała na myśli, sam Bóg nie wie). To pierwsze mocno dziwi zwłaszcza, że według niepotwierdzonych informacji polewa się wodą termalną jak święconą. Może to właśnie stąd wynika wapienna biel jej skóry. Oczywiście to wszystko to tylko różne odcienie jej kolorowej osobowości. Poza szkołą przez dłuższy czas spełniała się artystycznie w trupie teatralnej, co w połączeniu z lekkim piórem powoduje, że jest idealną kandydatką na swoje stanowisko.

Pozostali Sekcyjni:

Transmisja

Tam, gdzie jest duszno i gorąco, pracują w pocie (nie tylko) czoła ci, o których mówi się przez cały rok, bo każdy - już! - chce mieć swoją płytkę i każdy - już! - chce obejrzeć zwiastun. Tam, gdzie jest ciemno i ciasno, tworzą się perły polskiej kinematografii. Nie bez przyczyny członkowie tej sekcji twierdzą, że są królami YouTube’a. Warto pamiętać, żeby transmisiakom dać oddychać i nie zadawać głupich pytań. Po pierwsze, w ich kanciapie naprawdę nie ma zbyt wiele powietrza, a po drugie ‐ o czym również wiemy wszyscy ‐ płytki ze sztukami są najlepszym prezentem na Dzień Dziecka. Albo czwartego lipca.

Jerzy Traczyński
Szef

Uwaga, uwaga! Nie wiecie, czym różnią się oznaczenia dróg rowerowych w Polsce i Francji, i nie macie pojęcia, jaka powinna być szerokość pasów dla rowerów? Nieznajomość przepisu na najlepszą pizzę na świecie spędza Wam sen z powiek? Najwyższa pora przestać zarywać noce!
Jeśli któryś z szefów doczekał się opinii osoby, która jest w stanie ogarnąć dosłownie wszystko, to właśnie Jerzy. Nie mamy tu na myśli spraw wyłącznie organizacyjnych ‐ wszystko to… wszystko. Bo czy to właśnie ten Jerzy jest dumnym właścicielem nie tylko pięknego, niebieskiego roweru, niebieskiego kasku, niebieskiego pokrowca na siodełko i niebieskiej kurtki, ale przede wszystkim talentów wszelakich?
Tak, to właśnie ten Jerzy jest jednocześnie humanistą i sprawnym informatykiem.
Tak, to właśnie ten Jerzy grał na ukulele, zanim to było modne (tak, tak, moi mili, na basowym również!).
Tak, to właśnie ten Jerzy słynie z pięknego pisma i wymyśla własne czcionki.
Tak, to właśnie ten Jerzy gra na pianinie i śpiewa w chórze (tak, tak, moje miłe - w basach!).
Uwaga, uwaga! Czy ten Jerzy potrzebuje jeszcze reklamy? Nie, to właśnie ten Jerzy - o czym, moi mili i moje miłe, na pewno sami wiecie - żadnej reklamy… nie potrzebował nigdy.

Franek Szyman
Szef TV

Jeżeli kiedykolwiek zdarzyło ci się zatrzymać niespodzianie podczas marszu zatłoczonym bulwarem, to na pewno zauważyłeś obok siebie, po prawej, człowieka, który również przystanął. Zielona, znoszona czapka z daszkiem, pod nią moc niedomytych, brunatnych loków. Tak, to właśnie Franek. Bo Franek przeciwstawia się nurtowi i lubi powodować wypadki. Ubóstwia zderzenia, które później fotografuje i wywołuje w swojej ciemni. Bo czuje się bezpieczny tylko w podziemnych pomieszczeniach, oświetlony czerwonym światłem, gdzie w oparach wywoływacza, napędzany paliwem utrwalacza, buduje obrazkową historię swojej wrażliwości. Bywa nerwowy. Podobno urodził się podczas projekcji filmu Emira Kusturicy i dlatego pierwsze wspomnienia wiąże z wizją przepełnionych tytoniowym dymem, dusznych piwnic bombardowanej Jugosławii. Być może dlatego jest przesadnie cichy i koleguje się z podobnymi sobie, zapuszczonymi żulami, co siedzą na uboczu w czasie imprez, sączą emocje i patrzą na wszystko krytycznym okiem. Franek ma grubego psa, królika, którego nie kocha i ładnego kota. Franek ma kamerę, z którą śpi i chodzi na randki. Franek myje włosy tylko w piątki i podnieca się książkami których nie doczytał do końca, filmami, które obejrzał poprzedniego wieczora i zdjęciami Charlesa Chaplina bez makijażu. Franek uważa, że wszystko co robią inni jest beznadziejne. No, może nie zawsze, ale nigdy nie zaszkodzi powiedzieć tak na początek.

Pozostali Sekcyjni:

Techniczna

Kryzys męskości? W słowniku sekcji technicznej nie figuruje takie pojęcie. Pojawia się za to 50 różnych określeń na metodę wbijania gwoździa i 30 zamienników wyrażenia „podaj młotek” ‐ prawdziwi mężczyźni nie lubią bowiem powtórzeń. Wchodząc do ich biura, nieuchronnie odniesiesz wrażenie, że znalazłeś się w dzikim pierwotnym lesie ‐ bardziej jednak przypominającym piwnicę ‘Fight Clubu’ niż mickiewiczowski matecznik. Zamiast wpaść w objęcia rozbuchanej przyrody, wpadniesz w objęcia rozbuchanego testosteronu; zamiast całej palety kwiatowych esencji, poczujesz w nozdrzach całą paletę przeróżnych odmian potu wymieszanych z wodą kolońską. Jeśli twoje zmysły mają tendencję do przewrażliwienia i egzaltacji, oczy uciekną ci z orbit i wybiegniesz stamtąd szybciej niż wszedłeś lub wpadniesz w obłęd od nadmiaru kipiących feromonów. Jeśli jednak umiesz po stoicku trzymać krótko swe żądze, wpadaj tu jak najczęściej. Jak na prawdziwych mężczyzn przystało, członkowie sekcji technicznej lubują się, oprócz wbijania gwoździa, w wysublimowanym poczuciu humoru i dysputach filozoficznych. Pragniesz wziąć udział w niebanalnej potyczce słownej, zostać uraczony najświeższą porcją żywych memów lub pogawędzić w języku Sokratesa? Zabij francuskiego pieska, który ukrywa się w meandrach twojej psychiki, weź głęboki wdech i pociągnij za klamkę, by wkroczyć do Krainy Techniki. Jeśli jednak nie zdobędziesz się na odwagę… Oglądając przedstawienie, miej świadomość, dzięki komu teatralna scena stanęła w sali gimnastycznej i kto leci z młotkiem do dziewczyn z Sekretariatu, kiedy wypadnie im gwóźdź z fotela. A gwóźdź wypada częściej, niż ci się wydaje…

Filip Romaniuk
Szef

Opowieści krążące o szefie technicznej są równie rozległe, co obowiązki podporządkowanej mu dzielnej kompanii. Młody i piękny, swego czasu smalił cholewki do wielu czackich dam, dopóki nie znalazł sobie tej jedynej. Erudyta, zna prawdopodobnie większość przysłów, jakie istnieć mogą. Odzywają się w nim nawet jakoweś skłonności do bycia poetą, gdyż w Bieszczadach (tak przez dekadentów i informacyjnych uwielbianych) buduje ponoć dom, wir i tamę. Nie jest to jednak typ genialnego mizantropa. Jest świetny w niemal wszystkich grach zespołowych, w których to wykazuje się nadludzkimi wręcz umiejętnościami. Skłonny do hazardu, ogra każdego w pokera, może oprócz jednego kuma swego, zwanego Michałem. Zdobyte pieniądze z chęcią wydaje na zachodnie przysmaki ‐ wieść głosi, iż potrafi zjeść osiem burgerów za jednym razem. Jego największą miłością są jednak kaczki i foki ‐ w swojej rezydencji posiada podobno przepiękną kaczkę, dosyć pokaźnych rozmiarów. Filip jest również znany ze swoich podróżniczych zapędów, a także zdolności szybkiego zaaklimatyzowania się w nowych miejscach ‐ podczas ostatniego pobytu w Hiszpanii wspaniałomyślnie zrezygnował z lotu samolotem, by móc jeszcze przez dwa dni pokoczować na pięknym i zabytkowym lotnisku. Nienawidzi cebuli. Ponad wszelkie dzieła kinematografii przedkłada „Jurassic Park” i „Hungover Games”. Filip w sekcji technicznej zdobywa jednak tylko doświadczenie ‐ marzy mu się, aby w przyszłości zostać strażakiem.

Stasiek Zacharjasiewicz
Wiceszef

Wiceszefowi Technicznej nie można zarzucić braku kreatywności. Plotki o tym, jak pod wpływem weny udaje się w dalekie, egzotyczne podróże, rozchodzą się w błyskawicznym tempie. Wspomniana kreatywność doprowadziła go także do zaskakujących i nieoczekiwanych odkryć naukowych, których efektem jest słynna teza: „Kationy się przyciągają”. Jego słabością są… zakupy. Nie może przejść obojętnie obok żadnego drona, leżanki czy innej drobnostki, którą dostrzeże w witrynie sklepowej. Do tych „drobnostek” zaliczają się także bluzy marki Supreme, które uwielbia. Na razie jednak nie może liczyć na wystąpienie w ich kampanii reklamowej, ale nie próżnuje i już zaczął zdobywać doświadczenie w modelingu. W zeszłym roku brał udział w sesji zdjęciowej, promującej bluzy i akcesoria festiwalowe. Prócz tego ma za sobą występy na deskach teatru nie tylko w Czackim. Jak to więc się stało, że wybrał sekcję techniczną, a nie ukierunkowaną bardziej artystycznie? Powód jest prosty: lubi wbijać gwoździe. Ciężko stwierdzić, czy takim samym zamiłowaniem darzy wkręcanie śrubek, ale powszechnie wiadomo, że znajomi lubią wkręcać jego. A on i tak zawsze chodzi zadowolony i na nic się nie złości.

Pozostali Sekcyjni:

Plastyczna

Na początku był chaos, który tworzyły toksyczne opary farb i kleju, kredki, ołówki, porozrzucane kawałki tektury i unoszący się w powietrzu brokat. Z chaosu wyłonili się oni: ludzie o nadnaturalnych zdolnościach manualnych, najwięksi artyści Czackiego owiani aurą tajemniczości. Chcąc się jakoś przysłużyć zwykłym śmiertelnikom, założyli sekcję plastyczną, która co roku z kawałków papieru i paru machnięć pędzlem tworzy prawdziwe cuda. Nikt nie zna sekretu niezwykłego talentu członków sekcji, a tylko nielicznym szczęściarzom udało się kiedyś ich spotkać ‐ zwykle spędzają oni długie godziny w swej tajemniczej kuźni artystycznej, zwanej także „kanciapą”. To właśnie tam, w wiecznej, niestrudzonej chmurze brokatu powstają piękne dekoracje oraz największe skarby festiwalu ‐ statuetki, o których śni każdy czackiewicz. Plastyczni są niczym dobre wróżki, które sprawiają, że Czacki na czas Festiwalu staje się prawdziwą, pełną kolorów i blasku oazą sztuki. To dzięki ich ciężkiej pracy nie określamy stanu panującego w naszej szkole przez te kilka grudniowych dni jako zwykły „nieład”, lecz z czystym sumieniem dodajemy do niego przymiotnik „artystyczny”.

Natalia Miković
Szef

Kobieta-skejter, z dodającym charakteru pixie-cutem, gardząca szminkami, pudrami i podkładami ‐ taki opis być może nie przywodzi na myśl artystki. Nie dajmy się jednak zwieść pozorom ‐ Nana jest wrażliwa, sympatyczna i kreatywna, a te cechy są dopiero początkiem długiej listy przymiotników, jakimi czaccy plastycy mogliby określić tegoroczną szefową. Jest w ¼ Serbką i ma jeepa, któremu nadała imię Dyzio. Miewa także dosyć nietypowe skojarzenia ‐ cały Czacki przypomina jej jedną wielką surykatkę. Nanie nie straszne są tabelki i cyferki, a stereotyp bujającego w obłokach roztrzepanego artysty w jej przypadku absolutnie się nie sprawdza ‐ jest bowiem świetną organizatorką. Ceni swój oryginalny styl i naturalność, jednak czasami potrafi przejść metamorfozę i zmienić się w prawdziwą damę, co może potwierdzić widownia zeszłorocznego „Nosorożca”. Natura nie obdarzyła jej wielkim talentem do fizyki, lecz na szczęście wynagrodziła duszą prawdziwego twórcy. Nana żyje w świecie bajek, a zwłaszcza animacji Tima Burtona, „bajeczki na dobranoc” i filmu „Ratatouille”. Marzy o karierze związanej z tworzeniem animacji ‐ jednak na razie musi zadowolić się skromną posadą szefa sekcji plastycznej 30. Festiwalu Teatralnego.

Wiktoria Kosiek
Wiceszef

Wiktoria kilka razy tygodniowo odwiedza pracownię plastyczną pod pretekstem nauki rysunku, choć jak wszyscy wiemy, jedynym sensem tych wypraw są nagie „torsy” grubych pijaczków, którzy przychodzą tam żeby zarobić po 10 ziko na godzinę za ten niewinny ekshibicjonizm przed niewyżytymi nastolatkami. Oczywiście, Wiktoria motywuje to wszystko wolnością formy i innymi stanami wolności. Talent, którym zamierza posłużyć się podczas rekrutacji na ASP ćwiczy zaś każdego ranka na własnej twarzy. Garderoba vice plastycznej mieści ogromne spektrum kostiumów, zarówno męskich, jak damskich, które nie raz przyczyniły się sukcesom rozmaitych produkcji filmowych, cyrkowych i kabaretowych. Większość z nich niestety jest nadgryziona lub splamiona poczynaniami BUBCZORA, czyli królika o czerwonych oczach, którego wiktoria prowadza na smyczy po bulwarach zamieszkiwanej wsi Józefosław. ALE! UWAGA! Wiktoria jest z Krakowa!!!! Nienawidzi Warszawy. Axis mundi jej życia nieodzownie kreśli linia kolejowa Centralna - Główny, a jedyne co widzi w Małopolskim to czerwone jak Bubczora - oczy niedoszłych artystów, którzy wypalają swoje bóle wraz z papierosami zapalonymi ogniem Smoka Wawelskiego i uważają się z Bohemę oraz przyszłość polskiej kultury, niczym w Młodej Polsce. Wiktoria zapomina, że Piwnica pod Baranami i Michalikowa Jama skończyły się wraz z wybuchem płuc palaczy tamtych lat.

Pozostali Sekcyjni:

Oświetlenie

Oświetlenie. Światełka. Bez nich żaden festiwal nie mógłby się odbyć, a żadna sztuka opóźnić. Dzielnie sprawują pieczę nad plątaniną kabli, żarówek i lamp, gdzieś nad i pod sceną. Jednym ruchem palca na konsolecie mogą zmienić nastrój z żartobliwego na pełen grozy. Potrafią sprawić, że widownia zobaczy świat przez różowe okulary. To właśnie nasze czackie światełka tworzą wrażenie (tak, to tylko wrażenie) pełnego, teatralnego profesjonalizmu. Oświetlenie to jednak przede wszystkim niesamowicie mili i pomocni ludzie, którzy swoim wyczuciem pomogą uzyskać wymarzony efekt na scenie. Przebywając wśród nich, nie sposób nie dostrzec ich światłych osobowości czy kolorowego śmiechu. Co roku szukają nowych adeptów, aby nauczyć ich arkanów magii, jakimi jest sprzęt tej sekcji. To właśnie dlatego obecni są na każdej szkolnej imprezie ‐ nikt inny nie rozumie ich wewnętrznego bałaganu. Pamiętajmy też, że wytworzenie tego nieporządku zajmuje trochę czasu, więc przed festiwalem z rzadka możemy zobaczyć ich w pełnym świetle na lekcjach. Ta sekcja to jedyny aktor, który występuje w każdej ze sztuk, niezależnie od klasy. Choć nie do końca posłuszny, a czasem nawet i kapryśny, wiecznie zabiegany i dla reżyserów niedostępny, to właśnie on końcowo oświeca sztukę, innych aktorów i, co oczywiście najważniejsze, publikę.

Aleksandra Wardak
Szef

Ola ma z pewnością wiele zainteresowań, ale jej największą pasją są kwestie związane z naszym festiwalem ‐ w szczególności zaś wiceszef akustycznej. Gdzieś w dali również pojawiają się teatr i taniec, w których to jej osiągnięcia dorównują chyba jedynie liczbie jej licznych, jak to się mówi, adoratorów. Bardzo tajemnicza i uwodzicielska, dzielnie przewodzi oświetleniowcom. Ta wspaniała improwizatorka jest również obdarzona iście niesamowitym poczuciem humoru ‐ swoją posadę zdobyła dzięki nagraniu przezabawnego filmu, który polegał na ukazaniu jej biegu wyczynowego z parówkami. Świetnie zorganizowana, to ona układa choreografie na wszelkie studniówki. Znana na deskach warszawskich teatrów, cieszyła publiczność genialnymi kreacjami. Nigdy nie zdarzyło się, by nie doprowadziła jakiejś sprawy do samego końca. Niczym najwięksi przywódcy starożytni, prowadzi swoje legiony przez najciemniejsze zakamarki festiwalu, wprowadzając tam Światło, Pokój i Nadzieję. Czy to Las Teutoburski, sekcyjna kanciapa, czy jej wawerskie posiadłości ‐ wszędzie pojawia się blask jej i światło. W tym roku w festiwal wyrusza ze swoim dzielnym pomocnikiem, dawnym konsulem naszego przybytku, który z jej pomocą, niczym Scypion Starszy, doprowadziłby prąd nawet do Kartaginy. Piękna i młoda, oświetli każdą scenę ‐ bo któż inny to zrobi, jeśli nie Ola, która oświetlała już nawet koncerty Agnieszki Chylińskiej?

Michał Kucharski
Wiceszef

Czy życie z innymi w stosunkach innych niż przyjacielskie miałoby jakikolwiek sens? Oczywiście, życie zawsze ma sens i można go odnaleźć we wszystkim, ale nie ma potrzeby utrudniać sobie poszukiwań. Wręcz przeciwnie, najlepiej zacząć je od Wolnego Miasta Kabaty, którego Michał jest dumnym obywatelem lub pobliskiego Tesco, którego jest nie mniej dumnym (oraz częstym) bywalcem.
Kiedy dojdziemy do wniosku, że przyjaźń z całym światem jest naprawdę niezłym pomysłem, możemy przejść do punktu numer dwa. Jak myślicie, skąd ten szef ma tyle siły do oświetlania wszystkiego na czas? Wiadomo ‐ śmiech to zdrowie. Śmiać się można z tego, co jest śmieszne i z tego, co może śmiesznym się stać. Tylko dlaczego nie wszyscy jeszcze to pojęli?
Ale cicho-sza… To pewnie ci, którym nie chce się spacerować nocą. Albo ci, którzy uważają, że dres nie jest wystarczająco elegancki na wyprawę do sklepu. No, ale na takich co poradzisz? Jest jednak sposób! Można ich po prostu polubić ‐ jak ma być, jak nie radośnie?

Pozostali Sekcyjni:

Porządkowa

Dumni, wierni, porządni. Przemierzają nasze ciasne korytarze, pełni uśmiechu i chęci do pracy. Znani głównie jako sprzedawcy legendarnych wejściówek na wspaniałe festiwalowe imprezy, a także na wpół mitycznych kuponów. Wprowadzają w czacką atmosferę, gdzie, cytując klasyka, emocje grają rolę największą. Jeżeli jednak myślisz, że na tym jedynie opiera się praca tych chodzących wspaniałości, mylisz się grubo. To dzięki nim każdy z uczestników i przybyłych może się rozkoszować wybornymi tostami, których smak każdego podniesie na duchu. Niczym Charon przez rzekę Styks, prowadzą niedoinformowanych licealistów przez labirynty i zakamarki każdego repertuaru. Ciałem swym i duszą bronią bramek festiwalowych, do których wpuszczani są tylko nieliczni. To dzięki nim wreszcie, rzeczy śmiertelników pozostawione w szatni czują się bezpiecznie. Na samej jednak ochronie własności ich praca się nie kończy. W całej szkole krążą legendy o ich tajemniczych wyprawach do sklepów Makro, tak oddalonych przecie od ich słynnej, najgorętszej z kanciap. To stamtąd właśnie przywożą przysmaki dla całej imprezy, szałowi zakupów się oddając. Ci piękni i młodzi obrońcy porządku przykuwają też wiele tęsknych spojrzeń tak Pań, jak i Panów ‐ ubrani zawsze nienagannie, w garnitury, szpilki i sukienki. Te legendy, walczące z Festiwalu wszelakim chaosem.

Karolina Sady
Szef

Karolina Sady to Sady bynajmniej nie Żoliborskie, a raczej pełne soczystych, dorodnych jabłek. Taka jest szefowa sekcji porządkowej ‐ dorodna i piękna. Naczelna fashionistka Czackiego posiada ubrania w każdym kolorze, z każdego materiału i na każdą okazję. Dostarcza nam wiele miłości i radości, ale to wcale nie dlatego, że ma w szafie prawie kompletny strój kuriera DHL. Krążą legendy, że istnieje jeszcze w Warszawie taki sklep z odzieżą używaną, którego jeszcze Karolina nie odwiedziła, aczkolwiek nie byłbym tego taki pewny. Jest również stałą bywalczynią wszelakich vintage marketów. Na jednym z nich dostała nawet propozycję udziału w promocyjnej sesji zdjęciowej sklepu z retro odzieżą. Oczywiście prócz wspaniałej prezencji, cechuje ją nieszablonowy umysł. Filmy Davida Lyncha i spektakle Warlikowskiego ‐ to jej ulubione tematy do dyskusji po spożyciu napojów o procentażu wyższym, niż jej spodziewany wynik z matury podstawowej z matematyki. Zdała także niedawno certyfikat CPE (koniecznie kazała o tym wspomnieć). W czasie, gdy nie rozwija swoich modowych i teatralnych pasji, można ją spotkać w ulubionej kawiarni Czackiego ‐ Latawcu. Popija tam latte na chudym mleku z syropem butterscotch i zastanawia się, jak jeszcze lepiej ukryć jej największy sekret ‐ proste włosy. To jest właśnie Karolina Sady. To jej w tym roku powierzyliśmy zadanie, aby tosty smakowały tak samo dobrze jak zawsze.

Wiktor Żyro
Wiceszef

Kiedy inni ostatnim, desperackim podrywem, ocierając pot z czoła, noszą jeden podest we dwóch, on nosi dwa (przynajmniej dwa!) podesty w pojedynkę.
Kiedy inni podpierają ściany ze wszystkimi kończynami w jak najlepszym stanie, on wywija na parkiecie z jedną nogą w gipsie. A może z obiema? Nikt już nie pamięta, bo „porządek” ‐ choć jest ulubionym słowem Wiktora ‐ nie jest z pewnością cechą opowieści i legend na jego temat krążących.
Ale nawet z chaosu można coś wykrzesać i stworzyć. No, a już na pewno można w nim odkryć, zbierane z zasłyszanych tu i ówdzie fragmentów historii, zamiłowanie do sportu: Wiktor trenuje judo, świetnie radzi sobie w skokach z niedużych wysokości i podnoszeniu ciężarów. Ze świetną kondycją łączy się także słabość do nocnych spacerów, najlepiej kilkugodzinnych i międzydzielnicowych.
I najważniejsze: wiceszef sekcji porządkowej doskonale zdaje sobie sprawę, że nie ma takiego bałaganu, z którego nie powstałoby coś pięknego. Może nawet Festiwal Teatralny.

Pozostali Sekcyjni:

Sekretariat

Jeśli wciąż nie znasz odpowiedzi na pytanie „skąd...?”, nurtuje cię tajemnica początku i całe to filozoficzne zamieszanie, wystarczy, że pójdziesz do Sekretariatu. Tam znajdziesz odpowiedzi na frapujące pytania, ponieważ to właśnie w tej Sekcji cały sztab (przez ostatnie pięć lat ‐ dziewcząt) w znany tylko sobie sposób sprowadza do szkoły kostiumy rodem z prawdziwych teatrów. Dzwonią, piszą, ustalają. Oficjalne maile opanowały do tego stopnia, że bez problemu mogłyby zamienić się z niejedną sekretarką z dużej, szanującej się firmy. Znają się na wszystkim ‐ gdzie jest najlepsza kawa z rana i gdzie warto pójść pod wieczór. Tak, tak: to też wiedzą, ponieważ Sekretariat to nie tylko wyprasowane koszule, rozłożony obok laptopa kalendarz, marmurkowy ajfon i tekturowy kubek; to także nocne eskapady dla wszystkich festiwalowiczów. Podczas nich na krótką chwilę rozstają się z organizerami, by zobaczyć, jak to jest żyć tu i teraz, bez planu i terminów. Oczywiście przyjemność nie trwa wiecznie, bo ktoś musi z rana pobiec na umówione spotkanie z dyrektorem Teatru Wielkiego. Z sali nr 1 mają idealny podgląd na to, kto jest w szkole, a kogo brakuje, więc jeśli chciałbyś z jakiegoś powodu przemknąć niezauważony, lepiej porozmawiaj z panią woźną, by wpuściła cię tylnymi drzwiami. I nic tylko żałować, że zajmują się organizacją jedynie festiwalowego życia, bo może udałoby im się doprowadzić do tego, że w łazienkach na stałe pojawiłoby się mydło.

Jagoda Ołdak
Szef

Widujesz ją czasem, kątem oka, wpatrzoną we wnękowy parkiet, jak jedną dłonią wybija na podłokietniku rytm Starmana, a drugą trzyma telefon przy uchu. Zauważasz, przemyka Polną zakamuflowana wielką czarną wiolonczelą, jak chwilę później niepozornie znika za drzwiami, z uśmiechem ściska komuś rękę, a komuś innemu składa propozycję nie do odrzucenia. Zastanawiasz się, czy to gwiazda instagrama, czy Vito Corleone. Zgadłeś i nie zgadłeś: to Jagoda Ołdak. Dziewczyna pełna tajemnic i sprzeczności, która nosi czarne spódniczki, chociaż jej dusza wygląda jak dziadek w kaszkiecie i tweedowym garniturze. Chodzą słuchy, że nigdy nie miała na sobie ubrania z metką Roxy, ale wystąpiła u boku Johnny’ego Thundersa i Nicka Cave’a w short-metrażowym filmie wyreżyserowanym przez Davida Bowiego. Cała trójka zagrała tak realistycznie, że widzowie z niedowierzaniem uwierzyli w odlot ich rakiety kosmicznej; chwilę potem jednak widziano Jagodę całkiem nie-hologramową na Placu Grzybowskim (choć podobno nie cierpi grzybów). Na co dzień brzmi jak nastolatka ‐ słyszano jednak, jak w Boże Narodzenie przemawia głosem Czechowicza. Szukasz jej wzrokiem na nocnym niebie? Pamiętaj, że obserwuje cię z uśmiechem ze swojej orbity, kiedy wijesz się na parkiecie. Czy Jagoda prowadzi podwójne życie? Czy Jagoda ma powiązania z mafią? Czy Jagoda to c z ł o w i e k ? Jagoda to Spejson, Ziggy Stardust i Kosmiczna Osobliwość. Nie zadawaj jej pytań. Tylko ją kochaj; i pamiętaj, że Szefowa Sekretariatu woli Vermeera (twórcę Dziewczyny z p e r ł ą) od Witkacego (autora C z y s t e j Formy) ‐ a Twój Festiwal będzie nieziemski.

Pozostali Sekcyjni:

Akustyczna

Żaden dźwięk nie jest tak piękny, jak stara, dobra cisza. Warto tę prawie-sentencję zapamiętać i przypomnieć sobie, kiedy postanowimy ponarzekać na nagłośnienie festiwalowe. Wszystkim amatorom wydaje się, że byliby królami Akupodestu, dopóki na własne oczy nie zobaczą, że pracy jest więcej, niż się zdaje. Ostatecznie i tak z tego podestu zlezą i kajając się, stwierdzą, że (sentencji ciąg dalszy) nie każdy, kto ma uszy, może im ufać. Nie każdy, ale członkowie tej sekcji - na pewno! Żaden aktor, nawet doskonały, nie będzie sam z siebie słyszalny na scenie, w kawiarenkach i na płytkach - dzięki sekcji akustycznej ma przynajmniej taką szansę. Pewnie, trudno stwierdzić, jak dużą… Ale na pewno mierzoną w decybelach.

Lucyna Klammer
Szef

Zawsze uśmiechnięta, chętna do pomocy, dokładna i skrupulatna ‐ tak opisał tegoroczną Szefową jej poprzednik. Praca z nią to czysta przyjemność, czemu zresztą nie ma się co dziwić, bowiem Lusia jest świetnie zorganizowana. Z jej kalendarzem ‐ Moleskinem ‐ nie rozstaje się nawet na krok, dzieląc z nim wszystkie (dosłownie!) aspekty swojego życia. Ma ona jednak bardzo szczególny sposób komunikacji ‐ bombarduje znajomych filmikami z psami w pampersach. Pomimo że jest na humanie, niektórym znajomym kojarzy się z matematyką (panie profesorze, w czasie majówki robiłam zadanka z funkcji). Ale nie myślcie sobie, że wybierając profil, minęła się z powołaniem. Jest bowiem prawdziwym człowiekiem renesansu i wulkanem energii. Drzemie w niej dusza artystyczna, która ujawnia się w jej pasji ‐ tańcu. To, jak bardzo imponuje swoimi umiejętnościami rówieśnikom, potwierdza nadany jej tytuł Królowej Parkietu. Nic więc dziwnego, że w przyszłości planuje studia w tym kierunku. Chce spełnić swoje największe marzenie ‐ zostać drugim wcieleniem Beyoncé. Ale jest jeden haczyk ‐ nikt nie umie sprecyzować, co tak dokładnie Lusia tańczy. Jazz? Dancehall? Coś pomiędzy? Swoją energią obdarowuje nie tylko miłośników tańca, ale i nart. Jej dusza rozdarta jest między konserwatorium w Londynie a szkółką narciarską w Poronin-Suche. Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że z taką Szefową Sekcja Akustyczna przejdzie w tym roku przez Festiwal tanecznym krokiem.

Mikołaj Halicki
Wiceszef

Dwa lata temu Mikołaja „Rudego” Halickiego i Sekcję Akustyczną połączyła miłość do muzyki. Ponoć niezależnie od tego, jaki instrument dostanie, zawsze sobie z nim poradzi. Zresztą jak ze wszystkim w życiu. Jednak Mikołaj jest wierny perkusji, na której gra od roku w grupie jazzowej Empfield Jaxx Quartet, którą tworzy razem z kolegami z Czackiego. Zdaje sobie sprawę, że grzechem byłoby ograniczanie się tylko do jednego stylu muzycznego, dlatego słucha też polskiego rapu. Może sprawiać wrażenie cichego lub zamkniętego w sobie, ale tak naprawdę lubi błyszczeć. Można go spotkać wszędzie ‐ na Festiwalu, na CSS-ie (którego ponoć nieraz uratował), na K.A.W.A. i w drużynie koszykarskiej (kapitan). Podobnie jak w muzyce, w sporcie też się nie ogranicza i prócz koszykówki, odnajduje się na polu golfowym, Żylecie oraz stokach narciarskich, gdzie przejmuje na desce wszystkie snowparki. Z powodzeniem łączy sport i muzykę, grając w golfa z Pelsonem. Zawsze, gdy coś mu się nie podoba, mówi o tym głośno, a że wiele rzeczy mu się nie podoba… Po prostu nie dajcie się zwieść plotkom o jego małomówności. Jakby tego wszystkiego było mało, ma mieszkanie, które jest podobno stworzone do organizowania imprez sekcyjno-integracyjnych, domek w górach z jacuzzi i grotą solną, a wszędzie dojeżdża swoimi autami, które zmienia jak rękawiczki. Plany na najbliższą przyszłość? Samodzielne stworzenie instrumentów z przedmiotów codziennego użytku i wystąpienie z nimi na K.A.W.A., a także debiut z zespołem na scenie warszawskiej…

Pozostali Sekcyjni:

Transportowa

„Gdzie się podziały te czasy, kiedy mogłem spędzać 2 godzinny dziennie na grze w Simsy na kodach i zabawie w teleportację? Teraz o teleportacji nie ma mowy, za to 2 godziny dziennie idą na dojazdy do Nowej Wsi Warszawskiej…” ‐ jeśli usłyszysz takie nostalgiczne nosowe stęknięcia na korytarzu, możesz śmiało podskoczyć delikwentowi pod brodę, pogrozić mu palcem i pacnąć go w nos. Myli się on bowiem, bluźni i uprawia herezję. Gdyby naprawdę tęsknił za teleportacją, powęszyłby za nią, poszukałby i by znalazł ‐ w Czackim, pod maską Sekcji Transportowej. Sekcji najbardziej tajemniczej i najbardziej prestiżowej; do której dostać się mogą tylko nieliczni, którzy podołali inicjacji i tajnym, nieodgadnionym sposobem zdobyli Świadectwo Bycia Panem Swojego Życia. Członków Sekcji Transportowej ‐ tak jak aktu teleportacji ‐ nikt nie widział i nikt nie słyszał, są jednak nieoficjalnie Szefami Festiwalu i niewidzialnymi aniołami stróżami, którzy przywożą z Tesco ser na tosty, gdy Porządkowa zgłodnieje, a także Cifa, gdy Techniczna się pobrudzi. Nie pytajcie jednak członków tej enigmatycznej sekcji o wyjawienie kodów do Życia. Ewentualnie załatwią wam jednorazowo coś spod lady z ostentacją i znudzeniem ‐ ale gdyby wyjawili wam Sekret, czy ich szamańska otoczka nie zostałaby przygnieciona przez wizerunek szoferów mioteł i przepychaczek?

Kuba Brylski
Pojazd I

Tegoroczny transportowy nie jest nim przypadkowo ‐ od dawna czuł smykałkę do podróż, jeżdżąc stopem po świecie. Nawet za młodu koledzy nadając mu ksywę „traktor” z pewnością przeczuwali, że Kuba za pomocą jakiegoś pojazdu dokona wielkich rzeczy (owym pojazdem okazał się jednak nie traktor, lecz renault, ale było blisko). Być może przemierzanie warszawskich ulic na potrzeby naszego festiwalu da Kubie w końcu trochę czasu na artystyczną zadumę, o którą błaga biedna humanistyczna dusza ucznia klasy maturalnej mat-inf. Jego pasją jest muzyka, w szczególności gra na basie, więc ten, kto będzie miał zaszczyt zająć miejsce po prawicy kierowcy, z pewnością usłyszy dużo dobrych kawałków. Ów szczęśliwy pasażer może przypadkiem przeżyć również niesamowitą przygodę, bo Kuba umie skutecznie zwalczyć nudę i nie boi się próbować nowych rzeczy ‐ nawet absolutnie szalonych. Nie musimy się jednak niczego obawiać, bo Kuba oprócz małej dawki szaleństwa posiada wyniesione z harcerstwa samodyscyplinę i ostrożność, dające gwarancję na bezpieczną jazdę.

Zuzanna Berus
Pojazd II

Dla niedowiarków, którzy wciąż nie wierzą w Arkę Noego: pływa korytarzami Czackiego, zawsze nienagannie ubrana, ma dwie nogi i nazywa się Zuzanna Berus. Dziewczyna, która kolor włosów zmienia jak kameleon, wzrostem niemal dorównuje żyrafie, a pasja, z jaką w pierwszej klasie wypowiadała się na temat Japonii, przewyższa nawet tę, z jaką orangutany iskają swoje sympatie ze stada. Ma w sobie także coś z diabła tasmańskiego: być może to czerń pijanej przez nią kawy, a być może czerń jej garderoby, ale ‐ jak twierdzą świadkowie ‐ na pewno nie czerń jej duszy, w tym aspekcie Zuza bardziej przypomina baranka. Jeśli jednak zechcecie jej towarzyszyć w transporcie festiwalowych klejnotów, nie liczcie na słodką i odartą z odpowiedzialności podróż w czasie, spowodowaną darmowym odsłuchem płyty Arki Noego ‐ tutaj Zuza to drapieżna tygrysica w jedwabnym kimonie. Potrafi pokazać pazurki, wyszczerzyć kły, a nawet ogłuszyć ‐ ale tylko orientalną muzyką elektroniczną z wyraźnym zachodnim dropem. Kiedy tylko dotrze do twoich uszu, twoje powieki staną się ciężkie, światło nabierze odcienia najzdrowszej zieleni, a krople deszczu poczną wtapiać się w twoje ciało, zamiast przekłuwać skórę lodowatą metalicznością. Wtedy zrozumiesz, że Arka ulega tendencjom transformerowym i właśnie przeobraża się w leśną operę. Zza rogu wyłoni się wtedy Steve, współczesny Noe, który nie odstępuje Zuzy na krok, a spod ziemi wyrośnie Hunter ‐ utrzymując przy tym, że jest drugim imieniem Zuzy, a lasy potrzebują leśniczych.